Doceniaj ludzi których masz, bo już jutro możesz za nimi tylko tęsknić...

wtorek, 20 listopada 2012

4.



Dzwonek telefonu. Anka.
- Hej Patka, śpisz? Słuchaj mam bardzo pilną sprawę, musimy się spotkać. I koniecznie dzisiaj. Znajdziesz może dla mnie chwilkę czasu?
- No cześć. Ja… yyy… - chwila zawahania. – Tak znajdę chwilę dla ciebie. Pasuje ci o 18?
- Tak, świetnie, do zobaczenia.

- Dziwne. - pomyślała Patrycja. – Ciekawe czego chce. Ostatnio nie miała ze mną o czym rozmawiać, a teraz pierwsza się wyrywa do spotkania. Pewnie chce się czymś pochwalić. To było coś co lubiła najbardziej...
Anka nigdy nie robiła czegoś bezinteresownie. Do Patrycji zaczynało docierać, że cała ich przyjaźń nie miała wiele wspólnego z prawdziwą przyjaźnią. Anka na tle Patrycji była bardzo wyrazista. To zawsze ją zauważali inni, a ona nie stroniła od towarzystwa. Miała wiele znajomych, brylowała w towarzystwie. Do Patrycji przychodziła najczęściej pożyczyć ciuchy, kasę albo wtedy, gdy umierała z nudów.

- Patuś, kochanie, wyglądasz przepięknie! Idziesz do Alexa? – Babcia uśmiechnęła się serdecznie. – Pamiętam te czasy kiedy dziadek zabierał mnie na randki…
- Nie, nie. Umówiłam się z Anką.
- Ucałuj ją ode mnie i koniecznie zaproś do nas na herbatę, dawno jej nie widziałam.
- Mhm, dobrze.
- Wszystko w porządku? – Babcia bacznie przyglądała się Patrycji.
- Tak, nie martw się. Jest ok. – dziewczyna uśmiechnęła się. Nie chciała obarczać babci swoimi kłopotami.
- Na pewno? Wiesz, że zawsze możesz do mnie przyjść. Z każdym problemem.
- Wiem babciu, wiem. Ale z niektórymi rzeczami muszę uporać się sama.

Idąc na spotkanie z Anką, humor Patrycji pogarszał się z minuty na minutę. Spacerując po tak dobrze znanych jej miejscach, czuła się dziwnie. Czuła się obco. Wszystkie miejsca, które miały dla niej tak dużą wartość, które były po prostu ‘jej miejscami’ nagle przestały nimi być. Wszystko się zmieniło.
- Ciekawe co by było, gdybym nie wyjechała? – zastanawiała się. – Co by było, gdyby rodzice się nie rozwiedli? Pewnie dalej żyłabym, w moim złudnie idealnym świecie.
Nie chciała nikogo obwiniać, przecież wyjazd był jej samodzielną decyzją. W głębi serca żywiła urazę do ojca, gdyby nie jego niewierność dalej byliby szczęśliwą rodziną. Miała do niego żal, w chwilach słabości miała ochotę wykrzyczeć mu w twarz, że zniszczył jej życie.
Miała wrażenie, że droga nigdy się nie skończy. Myślami wracała już do domu. Nie miała najmniejszej ochoty na spotkanie z Anką. Perspektywa odwiedzenia ulubionej knajpy była jedynym plusem.

- Cześc Anka! No co to za pilna sprawa? – Patrycja uśmiechnęła się. Nastawienie to połowa sukcesu, nie chciała z góry nastawiać się na złe wiadomości.
- Hej. No wiesz, hmm… Yyy… - Anka wyglądała na zdenerwowaną.
- No mów! Coś się stało? Zaczynam się martwić!
- Wiesz, poczekaj moment, muszę zadzwonić, bo ten dureń się spóźnia. Zaraz wracam.
Patrycja zamówiła drinka, porozmawiała chwilę z barmanem.
- Ciekawe co ona znowu wymyśliła… - zastanawiała się. - Pewnie chce mi przedstawić swojego nowego chłopaka. Ciekawe, który to w tym miesiącu.
Anka zmieniała chłopaków jak rękawiczki. Mimo, że się przyjaźniły, Patka czasami za nią nie nadążała. Anka musiała dostać zawsze to co chciała, bez względu na konsekwencje. Z zimną krwią rozbijała związki, by po tygodniu uganiać się już za kimś innym.
- Pati jeszcze chwilę, musimy poczekać.
- Ty się nigdy nie zmienisz, prawda? – Patrycja uśmiechnęła się. - 1000 pomysłów na minutę. Spokojnie, nie bądź taka spięta. Widzę, że to ważna sprawa. Ale powiedz chociaż o co chodzi…
- No wreszcie! – Anka odetchnęła patrząc w stronę do drzwi. Po chwili do stolika dziewczyn podszedł Alex.
- Alex? Co ty tu robisz? – zaskoczona Patrycja patrzyła to w stronę Alexa, to w stronę Anki.
- Hej Pati! Yyyyy jakby to powiedzieć... – Alex spojrzał wymownie na Ankę. Dziewczyna wbiła wzrok w podłogę.
Do Patrycji dotarło co się dzieje. Wystarczyło zobaczyć jak na siebie patrzą. Wszystko zaczynało do siebie pasować - dlatego nie mogła dogadać się ani z Anką, ani z Alexem.
- Wyduś to wreszcie z siebie. – powiedziała cicho patrząc na chłopaka. - Albo ty. – skierowała wzrok ku speszonej Ance. - Zawsze masz tak dużo do powiedzenia, dlaczego milczysz?
Żadne z nich nie było w stanie wydusić słowa. Patrycja mówiła cicho i spokojnie, ale w jej głowie szalał natłok myśli.
- Okej, to może inaczej. Jak długo to trwa? Jak długo robiliście ze mnie idiotkę?
- Pati, posłuchaj to nie tak. Po prostu brakowało nam ciebie…
- Hahaha, fantastyczne wytłumaczenie. Brakowało wam mnie dlatego zrobiliście mi takie świństwo.
- To naprawdę tylko tak źle wygląda… - Alex próbował się tłumaczyć.
- Nie mam ochoty z Tobą przebywać. Jestem po prostu wściekła. – Nim ktokolwiek zdążył zauważyć drink Patrycji wylądował na głowie Alexa. – Życzę szczęścia. – powiedziała na odchodne.

Nie mogła powstrzymać łez spływających po policzkach. Nie chciała wierzyć w to, co się stało. Wspominała wszystko, co Alex jej obiecywał. ‘Tak bardzo mi ciebie brakuje, chcę żebyś tu ze mną była, przeniosę się dla ciebie do Wrocławia na studia. Tak bardzo cię kocham...’ Kłamstwa. Siedziała w parku, i zastanawiała się, czy kiedy ostatnim razem zapewniał ją o swoich uczuciach byli już z Anką parą .

- O kochanie, dobrze, że jesteś. Właśnie zrobiłam zapiekankę na kolację.
- Nie dziękuje babciu. Źle się czuję, pójdę do siebie.
- Wszystko w porządku? Może masz gorączkę? Faktycznie, nie najlepiej wyglądasz. Co u Anki?
- Nic nie jest w porządku. Nie mam siły i ochoty o tym rozmawiać.


To była tak samo długa i dziwna noc, jak wtedy kiedy ojciec się wyprowadził. Wtedy Patrycja nie wiedziała czy bardziej go nienawidzi za to, że ich zostawił czy bardziej żałuje, że po prostu tak wyszło. Zastanawiała się co  teraz zrobi, jak sobie bez niego poradzi? Przyzwyczaiła się, że ma kogoś tak bardzo bliskiego. A teraz? Kto odbuduje jej ten mały świat? Jak ona to wszystko poukłada? Bała się, że nie będzie potrafiła wymazać tych dwóch lat ze swojego życia.

- Mamo śpisz?
- Nie kochanie, dobrze wiesz, że poranne dyżury wyrobiły we mnie nawyk rannego wstawania. Co się stało? Babcia wspominała, że wczoraj źle się czułaś.
- Mam prośbę, możemy wrócić do Wrocławia jak najszybciej? Nie chcę spędzać tutaj sylwestra.
- Jak to? Myślałam, że chcesz spędzić trochę czasu z Alexem.
- Alexa już nie ma, to zamknięty rozdział. I proszę nie pytaj co się stało, nie mam na to siły.
Patrycja spojrzała na matkę. Jej spojrzenie mówiło ‘błagam on nic nie pytaj bo się rozpłaczę.’ A tego nie chciałaby żadna z nich.

piątek, 9 listopada 2012

3.



Pomimo świątecznej atmosfery w domu dziadków dało się wyczuć narastające napięcie. Tegoroczna bożonarodzeniowa krzątanina różniła się od tej, jaką Patrycja pamiętała z poprzednich lat. Dziewczyna z chęcią pomagała babci, ale jej mama snuła się z kąta w kąt, nie wiedząc co ma ze sobą zrobić.

- Patusiu, kochanie, chodź na chwilę – babcia wychyliła się z kuchni wołając wnuczkę do siebie.
- Co mam zrobić? – uśmiechnęła się dziewczyna.
- Nie, nie, skarbie. Na razie wszystko zrobione. Chodzi o to, że… Widzę jak mama się męczy tutaj, wiem, że tobie też nie jest łatwo. – westchnęła. – Ale jutro wigilia, są święta. Nie sądzisz, że wypadałoby zobaczyć się z tatą?
- Babciu, chyba żartujesz. Po tym co on zrobił? Jak się zachował? Mam iść do niego i składać mu życzenia?! – Patrycja podniosła głos. – Odkąd się wyprowadził nawet nie próbował się ze mną skontaktować! Jemu było trudno chwycić za telefon, a ja mam iść i życzyć jego nowej rodzinie wesołych świąt? Nie mam takiego zamiaru!
- Kochanie, nie denerwuj się…
- Nie potrafię się nie denerwować. – przerwała babci dziewczyna. – Idę się przejść.
- Ale uważaj na siebie, jest ciemno.

Szła powoli. Latarnie rozświetlały ciemność. Mijali ją uśmiechnięci ludzie. Świąteczne dekoracje dookoła wprowadzały wszystkich w dobry nastrój. Wszystkich poza nią. Zrezygnowana usiadła na ławce. Wyjęła telefon i wybrała numer Anki, najbliższej przyjaciółki, której nie widziała od momentu wyjazdu. Kontaktowały się regularnie przez kilka pierwszych tygodni. Długie rozmowy przez telefon wieczorami, smsy, internet.  Później brakowało im czasu i tematów do rozmów.
Jeden sygnał. Drugi, trzeci, czwarty… Nie odebrała. Patrycja westchnęła. Napisała krótką wiadomość ‘Jestem w Gdańsku. Muszę z kimś pogadać. Odezwij się, proszę.’
Zaczęła marznąć. Zachwycając się śniegiem, który skrzył się w świetle latarni, wracała do domu.

Wigilijny poranek zaczęła od telefonu do Anki. Znów brak odpowiedzi. Schodząc na dół, do babci, starała się nie myśleć o niczym. Szło jej to całkiem łatwo. Świąteczne evergreeny w radiu, zapach świerku i krzątanina w kuchni odwracały uwagę Patrycji. Cieszyła się jak dziecko wieszając bombki na choince i lukrując pierniki.

Wracając z Pasterki wypatrywała znajomych twarzy. Tradycyjnie, jak co roku, szła do kościoła z rodziną. Zawsze jednak wracała ze znajomymi, śmiejąc się i rzucając śniegiem. Tym razem nic na to nie wskazywało. Owszem, zdarzały się znajome twarze, ale poza uśmiechem i kiwnięciem głowy Patrycja nie miała na co liczyć. Na pytające spojrzenia babci odpowiadała uśmiechem. Nie miała ochoty na zwierzenia. Sama nie wiedziała co się stało, ale musiała się z tym uporać.

Boże Narodzenie minęło w miłej atmosferze. Wizyty bliższej i dalszej rodziny przebiegły bez ekscesów. Szczęśliwie nikt nie poruszał tematu ojca. Anka nie dawała znaku życia, tak samo jak Alex.
- Nie odbieranie telefonów mogłoby zadziałać, gdybym była we Wrocławiu – mruknęła Patrycja po raz kolejny odkładając telefon. Wyjrzała za okno. Mimo, że temperatura nie zachęcała do wychodzenia, ubrała się i poszła do Anki.

- Dzień dobry, zastałam może Anię? – zapytała z uśmiechem, gdy mama dziewczyny otworzyła drzwi.
- Cześć Patrycja! Nie wiedziałam, że wróciłaś. Tak, tak, Ania jest u siebie, wejdź proszę. Co u ciebie, u mamy? Jak we Wrocławiu? Wypytywałam Anię, ale ciężko mi się z nią dogadać. – kobieta uśmiechnęła się przepraszająco.
- Wszystko dobrze, dziękuję. Wrocław bardzo klimatyczny. Pójdę na górę.
Wchodząc po schodach słyszała charakterystyczny śmiech. Przypomniała sobie nocne maratony komediowe, podczas których śmiech Anki niósł się po całym domu. Biorąc głęboki oddech zapukała do drzwi.
- Co znow… - dziewczyna urwała w pół słowa – O matko, co ty tutaj robisz?
- Przyjechałam na święta. Dzwoniłam, chciałam się z tobą zobaczyć.
- Aaa, mhm, wiesz, zmieniłam numer telefonu, byłam pewna, że ci go dawałam – słowa Anki przypominały na prędce wymyślone kłamstwo.
- No najwyraźniej nie. – Patrycja uśmiechała się mimo wszystko – Masz chwilę?
- No, chwilę znajdę. Nie obraź się, ale nie sądziłam, że przyjdziesz i mam pewne plany…
- Rozumiem, ale tyle czasu cię nie widziałam. Co słychać?
- W porządku, studiuję, imprezuję… Jak zawsze. Co u ciebie?
Rozmowa w niczym nie przypominała ich poprzednich spotkań. Patrycja nie wierzyła, że przez 3 miesiące tyle mogło się między nimi zmienić. Starała się nie pokazywać, jak bardzo bolała ją obojętność przyjaciółki. A właściwie, już niemal obcej osoby. Wychodziła z jej domu w podłym nastroju.
- Przyjaźń. Gówno prawda. – myślała – Najwyraźniej nigdy nie miałam prawdziwych przyjaciół.

Bijąc się z myślami stanęła przed osiedlem, na którym mieszkał Alexander. Była pewna, że wciąż wiele dla niej znaczył. Oficjalnie nigdy się nie rozstali. W praktyce, ich kontakty na to wskazywały. Przygotowując się do kolejnego tego dnia rozczarowania wcisnęła guzik domofonu.
- Tak? – była zaskoczona słysząc głos Alexa. W duchu liczyła, że nie zastanie go w domu.
- Cześć, tu Patka. Chciałam pogadać, no i się stęskniłam – siliła się na beztroski ton.
- A jasne, wejdź.

Krępująca cisza. Dotychczas nigdy im się to nie zdarzało.
- Jak święta? – zadała najgłupsze pytanie jakie przyszło jej do głowy.
- Dobrze, dobrze. Jak zawsze, wiesz, mama z babcią w duecie…
- No tak, wiem. – uśmiechnęła się.
Cisza po raz kolejny.
- Przemalowałeś pokój? Ładnie.
- Wiesz, potrzebowałem trochę zmiany…
- Zmiany? No tak, rozumiem. – utkwiła wzrok w podłodze.
Alex zaczął się bawić telefonem.
- Wiesz, to nie ma sensu, pójdę już.
- Myślałem, że chcesz porozmawiać czy coś…
- Też tak myślałam. Ale dzisiaj nie dam rady.
- Coś się stało?
- Nieważne. Naprawdę, pójdę już.

- To była najbardziej żałosna rozmowa w moim życiu. – pomyślała zaraz po wyjściu.
Wracała przybita. Chciała wyjaśnić sprawę z Alexem do końca, ale nie potrafiła sobie uświadomić, że coś się skończyło. Sama się sobie dziwiła, ale marzyła tylko o jednym – o powrocie do Wrocławia.

niedziela, 4 listopada 2012

2.



Zadzwonił, przeklęty budzik.
- Studia. Ja nawet nie wiem na czym to polega. Co ja mam im wszystkim powiedzieć? Nigdy nie byłam dobra w kontaktach z innymi. Mam udawać kogoś kim nie jestem? W sumie mojemu ojcu dobrze to wychodzi. Może chociaż to po nim odziedziczyłam. – mętlik w głowie Patrycji idealnie odzwierciedlał stres z jakim się zmagała.
Długo zastanawiała się co ubrać. Czytała, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze.
- W sumie wszystko mi jedno – pomyślała. - Przyjaciół tu nie szukam, zostawiłam ich w Gdańsku.
Odetchnęła głęboko kilka razy.
- Tylko spokojnie, będzie dobrze.  Wszystko będzie dobrze. Przecież poznanie 100 osób to łatwe, prawie tak jak poranna kawa. – powiedziała do swojego odbicia w lustrze.

Wyszła z domu wcześniej, nie chcąc spóźnić się na tramwaj. Nie była zaskoczona, gdy nie przyjechał punktualnie.
- Byle tylko nie spóźnić się już pierwszego dnia… - myślami była w Gdańsku, gdy spóźniła się na rozpoczęcie roku szkolnego w pierwszej klasie liceum. To wtedy poznała Ankę, jedną z najbliższych jej osób.
Nim się spostrzegła musiała wysiadać z tramwaju. Błądząc po korytarzach szukała odpowiedniej sali.
- Dlaczego to wszystko musi być tak cholernie trudne? Sala 313 to chyba tu... – rozejrzała się dookoła.
- Hej,  jestem Daria. Komunikacja wizerunkowa I rok, tak? – szczupła blondynka wyciągnęła do niej rękę.
- Yyyy… Hej tak. Patrycja.

Wracała do domu powoli, przypatrując się okolicy. Żałowała, że tak szybko robiło się ciemno. Nie lubiła jesieni, choć musiała przyznać, że tegoroczna była wyjątkowo ciepła.
- W sumie nie poszło mi dzisiaj tak źle. Może nie błysnęłam pewnością siebie, ale Daria wydaje się być całkiem fajna. - Patrycja lubiła rozmyślać, ale zawsze była dla siebie zbyt krytyczna. Ciężko znosiła porażki, starała się dążyć do perfekcji i rzadko kiedy była z siebie zadowolona. Trzymała się jednak swoich zasad – zawsze była fair.

- W sumie Wrocław nie jest taki zły, może tak musiało być – pomyślała.
Dorota Wieczorek, mama Patrycji, perfekcyjna we wszystkim co robi, poza byciem mamą. Więcej czasu spędzała w szpitalu niż w domu, wiedziała więcej o pacjentach niż o własnej córce. Patrycja już się do tego przyzwyczaiła, choć tu, we Wrocławiu zaczęła to bardziej odczuwać. W Gdańsku brak zainteresowania ze strony rodziny rekompensowali jej znajomi. Nie miała do mamy żalu. Przecież mogła studiować w Gdańsku, ale wyjechała dla niej. Sama podjęła decyzję, nikt jej nie namawiał. Dotychczas Patrycja nie zdawała sobie sprawy, jak silną kobietą jest jej mama. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że tylko raz słyszała jej płacz. Płakała w poduszkę, kiedy ojciec wyprowadzał się do kochanki. Patrycja odziedziczyła po niej to, że nie potrafi okazywać słabości, a cierpieć woli  w samotności.

Dni mijały, a Patka coraz lepiej znała Wrocław, coraz lepiej znała ludzi z którymi studiowała. Coraz bardziej jej się tu podobało. Najlepszy kontakt miała z poznaną już pierwszego dnia Darią. Daria była z Wrocławia, pokazała jej miasto z innej strony. Przy niej czuła się swobodnie i coraz częściej się jej zwierzała. Daria budziła podziw każdego – również Patrycji. Była piękna, zawsze dobrze ubrana i niesamowicie pewna siebie. Zakręcona na speedway, o którym Patrycja nie miała pojęcia. Potrafiła gadać o tym godzinami.
- Aż boję się wiosny – myślała.
Daria mówiła, że sezon jest tylko wiosną i latem. Sport nie był mocną stroną Patrycji. Nigdy się tym nie interesowała, a już zwłaszcza motoryzacją. Wolała fotografię, obrazy, książki.

Alex był wściekły kiedy wyjeżdżała. Byli razem już dwa lata. Kiedy ochłonął zapewniał, że wyjazd nic między nimi nie zmieni, że po pierwszym roku spróbuje się przenieść do Wrocławia. Patrycja za nim tęskniła, on jako jedyny dawał jej poczucie stabilności. Śmiał się i mówił: Damy radę Patka! Są telefony, skype, facebook, to w sumie tak jakbyśmy się widywali, codziennie będziemy rozmawiać Obiecuję ci to!
Na początku tak było. Tylko Alex wiedział, co dzieje się w jej głowie, o czym myśli, kto ją denerwuje na studiach, kiedy ma zaliczenia. Wiedziała, że Święta będzie z mamą spędzać u dziadków w Gdańsku i dlatego tak bardzo nie mogła się ich doczekać. Spotka znajomych, sylwestra spędzi z Alexem… A przede wszystkim go zobaczy.

Pierwszy śnieg spadł już pod koniec października, ale dopiero grudzień przyniósł ze sobą prawdziwą zimę. Patrycja stwierdziła, że Wrocław bardzo jej się podoba, szczególnie teraz. Spadł śnieg, wszędzie widziała świąteczne ozdoby, słyszała świąteczne piosenki. Jarmark bożonarodzeniowy na Rynku stał się jednym z jej ulubionych miejsc. Nigdy nie przepadała za zimą. Może dlatego, że urodziła się latem. Zresztą nie wyobrażała sobie spędzać lata gdzieś poza ukochaną plażą. Wrocławską zimę uważała jednak za wyjątkowo ładną. Prawdopodobnie tak bardzo nie mogła doczekać się tegorocznych świąt, że nawet zima była inna niż zwykle.

Wyczekiwany powrót do Gdańska był dla Patrycji spełnieniem marzeń. Niby ta sama droga co 4 miesiące temu, ale czas podróży dłużył się niemiłosiernie. Patrycja próbowała podtrzymywać rozmowę z matką. Zdawkowe odpowiedzi i przytaknięcie zdradzały nastrój kobiety. Patrycja wiedziała, że jej matka nie miała ochoty wracać, a ona wręcz przeciwnie. Kochała to miejsce, spędziła tu najszczęśliwsze dni swojego życia. Lubiła też dom dziadków, był zawsze taki ciepły, a szczególnie w święta. Już po wejściu poczuła zapach pierników i igliwia, czyli tego, co w świętach lubiła najbardziej. Zazwyczaj męczyła ją ta ciężka atmosfera, przesłodzone życzenia, które nigdy nie miały prawa się spełnić, ale teraz to wszystko wydawało się jej zupełnie inne.


- Patrycja jest już późno.
- Babciu idę do Alexa, odprowadzi mnie potem.

Wszystko na co tak długo czekała, nie było tym czego się spodziewała. Nie zdawała sobie sprawy, jak wiele może zniszczyć czas i odległość. Siedziała w pokoju Alexa, była tam wcześniej mnóstwo razy, ale teraz czuła się jakby była tam pierwszy raz. Nawet  Alex zdawał się być inny. Rozmawiali, ale jakby każdy mówił o czymś innym. Patrząc na niego widziała smutne spojrzenie, ale za wszelką cenę nie chciała dopuścić do siebie tej myśli.

Tej nocy zasypiała z dziwnym wrażeniem, że chyba nie tego do końca chciała. Wszystko zdawało się być inne. Pierwszy raz miała uczucie niewielkiej tęsknoty za Wrocławiem, za ludźmi z którymi studiowała, zwłaszcza za Darią. Miała tendencję do wyolbrzymiania swoich problemów, ale teraz czuła, że to wszystko nie ma prawa się udać. Rzeczywistość okazała się tysiąc razy gorsza od jej wyobrażeń. Gdańsk był idealny, ale tylko gdy była we Wrocławiu. Przez chwilę chciała tam wrócić. Wrócić do smsów i rozmów. Wrócić do udawania.


sobota, 3 listopada 2012

1.



- Dobra, to już ostatnie pudło! – Kobieta z burzą ciemnych loków odetchnęła z uśmiechem. – Oficjalnie zaczynamy wszystko od nowa, córeczko.
- Mhm. – wymuszony uśmiech Patrycji nie umknął uwadze matki.
- Wszystko będzie dobrze, poradzisz sobie. Poradzimy sobie.
- Pójdę do siebie, dobrze? Muszę poukładać jeszcze książki i kilka innych rzeczy.
- Oczywiście, idź, idź.
Matka odprowadziła Patrycję wzrokiem. Zdawała sobie sprawę, w jak trudnej sytuacji znajdowała się córka. Mieć 19 lat i zostawić wszystko za sobą, przeprowadzić się na drugi koniec kraju i zaczynać żyć od nowa. Wiedziała, że córka zrobiła to dla niej. Nie chciała zostawiać jej samej po rozwodzie. Była pewna, że będzie ciężko. Ale wierzyła, że w końcu wszystko się ułoży.

Patrycja powoli weszła do pokoju. Przestronne, jasne wnętrze ją uspokajało. W końcu sama wybierała meble i kolor ścian. Westchnęła i położyła się na łóżku. Zamknęła oczy.
- Patrycja Wieczorek. Może być Patka. – powiedziała cicho.
Poznawanie nowych ludzi zawsze przychodziło jej z trudnością. Rozmowy z nieznanymi osobami polegały zazwyczaj na krępującym milczeniu. We Wrocławiu nie znała nikogo. Nawet myśl o nowych znajomościach napawała ją strachem. Nieśmiałość powodowała, że trudno jej było otworzyć się i zaufać ludziom. Miała kilku prawdziwych przyjaciół, ale zostali w Gdańsku. Na samo ich wspomnienie natychmiastowo się uśmiechała. Tysiące wspólnych chwil. Tego, co przeżyła nikt jej nie odbierze.
Rozmyślania przerwał dźwięk telefonu. Spojrzała na wyświetlacz. Alexander.
- Nie dzisiaj. – westchnęła odkładając telefon.
Czasem żałowała, że jest taka zachowawcza. Że nie potrafi przyznać się, że tęskni. Wolała odwrócić wzrok i zamilknąć. Spojrzała przez okno. Bezchmurne niebo, księżyc, gwiazdy i widok nocnego Wrocławia. Widok zapierał dech w piersiach, musiała to przyznać. Ale tysiąc razy bardziej wolałaby być teraz w Gdańsku. Siedzieć w swoim ciasnym pokoju, śmiać się beztrosko i niczym nie martwić.

Rankiem obudziło ją słońce.
- Wrocław wita mnie przyjemną jesienią. – pomyślała.
W kuchni czekało  na nią śniadanie i wiadomość od mamy.
- Jak zwykle, będę późno, mam dyżur… - westchnęła. Rodzina zawsze liczyła, że Patrycja pójdzie w ślady matki i zajmie się czymś z zakresu medycyny. Mimo, że była nieśmiała i nie wyrażała głośno swojego zdania, potrafiła postawić na swoim. Podejmując decyzję o wyprowadzce musiała podjąć decyzję o najbliższej przyszłości. Na początek studia. Na przekór rodzinie wybrała komunikację wizerunkową, mając w planie zajmowanie się reklamą. Kreatywność była jedną z jej zalet, więc wybór wydawał się być trafiony.  

W przedpokoju znalazła mapę Wrocławia. Spróbowała poszukać swojego nowego domu. Niestety bez pomocy komputera okazało się to być niemożliwe. Korzystając z dobrodziejstw internetu opracowała krótką wycieczkę. Pogoda zachęcała do wyjścia na zewnątrz, aparat fotograficzny kurzył się na półce. Patrycja przede wszystkim chciała oderwać się od smutnych myśli, które krążyły tylko wokół Gdańska.  Myślała, że popołudnie spędzone na spacerze pozwoli jej przekonać się do Wrocławia. Trzy razy sprawdziła tramwaje i autobusy, byle tylko nie zgubić się już pierwszego dnia.

Spacerując chwilami zapominała o wszystkich problemach. Zachwycała się klimatem miasta, zabytkami. Nawet przechodnie robili na niej wrażenie. Migawkę aparatu naciskała setki razy. Jesienne słońce przyjemnie grzało w plecy, kiedy stała patrząc w toń Odry. Widok wody zawsze działał na nią uspokajająco. Już jako dziecko uwielbiała siedzieć na plaży i obserwować morskie fale. Tym razem zamiast błogiego spokoju czuła tęsknotę za domem. Wszystko przypominało jej rodzinne strony. Kilka razy zdawało jej się nawet, że widziała znajome twarze. Dobrze wiedziała, że to jedynie umysł płata jej figle.

Wracając do domu, czuła się gorzej niż wyjeżdżając z Gdańska. Pakowanie się, wsiadanie do samochodu, wyjazd… Wtedy wydawało jej się to nierealne. Teraz nierealnym wydawał jej się przyjazd tam. Ale była to jedyna rzecz, o której marzyła. Patrycja miała tendencję do wyolbrzymiania swoich problemów. Była we Wrocławiu od dwóch dni, a wydawało się jakby spędziła tutaj w samotności co najmniej dwa miesiące.