- Dobra, to już ostatnie pudło! – Kobieta z burzą ciemnych
loków odetchnęła z uśmiechem. – Oficjalnie zaczynamy wszystko od nowa,
córeczko.
- Mhm. – wymuszony uśmiech Patrycji nie umknął uwadze matki.
- Wszystko będzie dobrze, poradzisz sobie. Poradzimy sobie.
- Pójdę do siebie, dobrze? Muszę poukładać jeszcze książki i kilka innych rzeczy.
- Oczywiście, idź, idź.
Matka odprowadziła Patrycję wzrokiem. Zdawała sobie sprawę, w jak trudnej sytuacji znajdowała się córka. Mieć 19 lat i zostawić wszystko za sobą, przeprowadzić się na drugi koniec kraju i zaczynać żyć od nowa. Wiedziała, że córka zrobiła to dla niej. Nie chciała zostawiać jej samej po rozwodzie. Była pewna, że będzie ciężko. Ale wierzyła, że w końcu wszystko się ułoży.
- Mhm. – wymuszony uśmiech Patrycji nie umknął uwadze matki.
- Wszystko będzie dobrze, poradzisz sobie. Poradzimy sobie.
- Pójdę do siebie, dobrze? Muszę poukładać jeszcze książki i kilka innych rzeczy.
- Oczywiście, idź, idź.
Matka odprowadziła Patrycję wzrokiem. Zdawała sobie sprawę, w jak trudnej sytuacji znajdowała się córka. Mieć 19 lat i zostawić wszystko za sobą, przeprowadzić się na drugi koniec kraju i zaczynać żyć od nowa. Wiedziała, że córka zrobiła to dla niej. Nie chciała zostawiać jej samej po rozwodzie. Była pewna, że będzie ciężko. Ale wierzyła, że w końcu wszystko się ułoży.
Patrycja powoli weszła do pokoju. Przestronne, jasne wnętrze
ją uspokajało. W końcu sama wybierała meble i kolor ścian. Westchnęła i
położyła się na łóżku. Zamknęła oczy.
- Patrycja Wieczorek. Może być Patka. – powiedziała cicho.
Poznawanie nowych ludzi zawsze przychodziło jej z trudnością. Rozmowy z nieznanymi osobami polegały zazwyczaj na krępującym milczeniu. We Wrocławiu nie znała nikogo. Nawet myśl o nowych znajomościach napawała ją strachem. Nieśmiałość powodowała, że trudno jej było otworzyć się i zaufać ludziom. Miała kilku prawdziwych przyjaciół, ale zostali w Gdańsku. Na samo ich wspomnienie natychmiastowo się uśmiechała. Tysiące wspólnych chwil. Tego, co przeżyła nikt jej nie odbierze.
Rozmyślania przerwał dźwięk telefonu. Spojrzała na wyświetlacz. Alexander.
- Nie dzisiaj. – westchnęła odkładając telefon.
Czasem żałowała, że jest taka zachowawcza. Że nie potrafi przyznać się, że tęskni. Wolała odwrócić wzrok i zamilknąć. Spojrzała przez okno. Bezchmurne niebo, księżyc, gwiazdy i widok nocnego Wrocławia. Widok zapierał dech w piersiach, musiała to przyznać. Ale tysiąc razy bardziej wolałaby być teraz w Gdańsku. Siedzieć w swoim ciasnym pokoju, śmiać się beztrosko i niczym nie martwić.
- Patrycja Wieczorek. Może być Patka. – powiedziała cicho.
Poznawanie nowych ludzi zawsze przychodziło jej z trudnością. Rozmowy z nieznanymi osobami polegały zazwyczaj na krępującym milczeniu. We Wrocławiu nie znała nikogo. Nawet myśl o nowych znajomościach napawała ją strachem. Nieśmiałość powodowała, że trudno jej było otworzyć się i zaufać ludziom. Miała kilku prawdziwych przyjaciół, ale zostali w Gdańsku. Na samo ich wspomnienie natychmiastowo się uśmiechała. Tysiące wspólnych chwil. Tego, co przeżyła nikt jej nie odbierze.
Rozmyślania przerwał dźwięk telefonu. Spojrzała na wyświetlacz. Alexander.
- Nie dzisiaj. – westchnęła odkładając telefon.
Czasem żałowała, że jest taka zachowawcza. Że nie potrafi przyznać się, że tęskni. Wolała odwrócić wzrok i zamilknąć. Spojrzała przez okno. Bezchmurne niebo, księżyc, gwiazdy i widok nocnego Wrocławia. Widok zapierał dech w piersiach, musiała to przyznać. Ale tysiąc razy bardziej wolałaby być teraz w Gdańsku. Siedzieć w swoim ciasnym pokoju, śmiać się beztrosko i niczym nie martwić.
Rankiem obudziło ją słońce.
- Wrocław wita mnie przyjemną jesienią. – pomyślała.
W kuchni czekało na nią śniadanie i wiadomość od mamy.
- Jak zwykle, będę późno, mam dyżur… - westchnęła. Rodzina zawsze liczyła, że Patrycja pójdzie w ślady matki i zajmie się czymś z zakresu medycyny. Mimo, że była nieśmiała i nie wyrażała głośno swojego zdania, potrafiła postawić na swoim. Podejmując decyzję o wyprowadzce musiała podjąć decyzję o najbliższej przyszłości. Na początek studia. Na przekór rodzinie wybrała komunikację wizerunkową, mając w planie zajmowanie się reklamą. Kreatywność była jedną z jej zalet, więc wybór wydawał się być trafiony.
- Wrocław wita mnie przyjemną jesienią. – pomyślała.
W kuchni czekało na nią śniadanie i wiadomość od mamy.
- Jak zwykle, będę późno, mam dyżur… - westchnęła. Rodzina zawsze liczyła, że Patrycja pójdzie w ślady matki i zajmie się czymś z zakresu medycyny. Mimo, że była nieśmiała i nie wyrażała głośno swojego zdania, potrafiła postawić na swoim. Podejmując decyzję o wyprowadzce musiała podjąć decyzję o najbliższej przyszłości. Na początek studia. Na przekór rodzinie wybrała komunikację wizerunkową, mając w planie zajmowanie się reklamą. Kreatywność była jedną z jej zalet, więc wybór wydawał się być trafiony.
W przedpokoju znalazła mapę Wrocławia. Spróbowała poszukać swojego nowego domu. Niestety bez pomocy komputera okazało się to być niemożliwe. Korzystając z dobrodziejstw internetu opracowała krótką wycieczkę. Pogoda zachęcała do wyjścia na zewnątrz, aparat fotograficzny kurzył się na półce. Patrycja przede wszystkim chciała oderwać się od smutnych myśli, które krążyły tylko wokół Gdańska. Myślała, że popołudnie spędzone na spacerze pozwoli jej przekonać się do Wrocławia. Trzy razy sprawdziła tramwaje i autobusy, byle tylko nie zgubić się już pierwszego dnia.
Spacerując chwilami zapominała o wszystkich problemach. Zachwycała się klimatem miasta, zabytkami. Nawet przechodnie robili na niej wrażenie. Migawkę aparatu naciskała setki razy. Jesienne słońce przyjemnie grzało w plecy, kiedy stała patrząc w toń Odry. Widok wody zawsze działał na nią uspokajająco. Już jako dziecko uwielbiała siedzieć na plaży i obserwować morskie fale. Tym razem zamiast błogiego spokoju czuła tęsknotę za domem. Wszystko przypominało jej rodzinne strony. Kilka razy zdawało jej się nawet, że widziała znajome twarze. Dobrze wiedziała, że to jedynie umysł płata jej figle.
Wracając do domu, czuła się gorzej niż wyjeżdżając z Gdańska. Pakowanie się, wsiadanie do samochodu, wyjazd… Wtedy wydawało jej się to nierealne. Teraz nierealnym wydawał jej się przyjazd tam. Ale była to jedyna rzecz, o której marzyła. Patrycja miała tendencję do wyolbrzymiania swoich problemów. Była we Wrocławiu od dwóch dni, a wydawało się jakby spędziła tutaj w samotności co najmniej dwa miesiące.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz