Pomimo
świątecznej atmosfery w domu dziadków dało się wyczuć narastające napięcie.
Tegoroczna bożonarodzeniowa krzątanina różniła się od tej, jaką Patrycja
pamiętała z poprzednich lat. Dziewczyna z chęcią pomagała babci, ale jej mama
snuła się z kąta w kąt, nie wiedząc co ma ze sobą zrobić.
-
Patusiu, kochanie, chodź na chwilę – babcia wychyliła się z kuchni wołając
wnuczkę do siebie.
- Co mam zrobić? – uśmiechnęła się dziewczyna.
- Nie, nie, skarbie. Na razie wszystko zrobione. Chodzi o to, że… Widzę jak mama się męczy tutaj, wiem, że tobie też nie jest łatwo. – westchnęła. – Ale jutro wigilia, są święta. Nie sądzisz, że wypadałoby zobaczyć się z tatą?
- Babciu, chyba żartujesz. Po tym co on zrobił? Jak się zachował? Mam iść do niego i składać mu życzenia?! – Patrycja podniosła głos. – Odkąd się wyprowadził nawet nie próbował się ze mną skontaktować! Jemu było trudno chwycić za telefon, a ja mam iść i życzyć jego nowej rodzinie wesołych świąt? Nie mam takiego zamiaru!
- Kochanie, nie denerwuj się…
- Nie potrafię się nie denerwować. – przerwała babci dziewczyna. – Idę się przejść.
- Ale uważaj na siebie, jest ciemno.
- Co mam zrobić? – uśmiechnęła się dziewczyna.
- Nie, nie, skarbie. Na razie wszystko zrobione. Chodzi o to, że… Widzę jak mama się męczy tutaj, wiem, że tobie też nie jest łatwo. – westchnęła. – Ale jutro wigilia, są święta. Nie sądzisz, że wypadałoby zobaczyć się z tatą?
- Babciu, chyba żartujesz. Po tym co on zrobił? Jak się zachował? Mam iść do niego i składać mu życzenia?! – Patrycja podniosła głos. – Odkąd się wyprowadził nawet nie próbował się ze mną skontaktować! Jemu było trudno chwycić za telefon, a ja mam iść i życzyć jego nowej rodzinie wesołych świąt? Nie mam takiego zamiaru!
- Kochanie, nie denerwuj się…
- Nie potrafię się nie denerwować. – przerwała babci dziewczyna. – Idę się przejść.
- Ale uważaj na siebie, jest ciemno.
Szła
powoli. Latarnie rozświetlały ciemność. Mijali ją uśmiechnięci ludzie.
Świąteczne dekoracje dookoła wprowadzały wszystkich w dobry nastrój. Wszystkich
poza nią. Zrezygnowana usiadła na ławce. Wyjęła telefon i wybrała numer Anki,
najbliższej przyjaciółki, której nie widziała od momentu wyjazdu. Kontaktowały
się regularnie przez kilka pierwszych tygodni. Długie rozmowy przez telefon wieczorami,
smsy, internet. Później brakowało im
czasu i tematów do rozmów.
Jeden sygnał. Drugi, trzeci, czwarty… Nie odebrała. Patrycja westchnęła. Napisała krótką wiadomość ‘Jestem w Gdańsku. Muszę z kimś pogadać. Odezwij się, proszę.’
Zaczęła marznąć. Zachwycając się śniegiem, który skrzył się w świetle latarni, wracała do domu.
Jeden sygnał. Drugi, trzeci, czwarty… Nie odebrała. Patrycja westchnęła. Napisała krótką wiadomość ‘Jestem w Gdańsku. Muszę z kimś pogadać. Odezwij się, proszę.’
Zaczęła marznąć. Zachwycając się śniegiem, który skrzył się w świetle latarni, wracała do domu.
Wigilijny
poranek zaczęła od telefonu do Anki. Znów brak odpowiedzi. Schodząc na dół, do
babci, starała się nie myśleć o niczym. Szło jej to całkiem łatwo. Świąteczne
evergreeny w radiu, zapach świerku i krzątanina w kuchni odwracały uwagę
Patrycji. Cieszyła się jak dziecko wieszając bombki na choince i lukrując
pierniki.
Wracając
z Pasterki wypatrywała znajomych twarzy. Tradycyjnie, jak co roku, szła do kościoła
z rodziną. Zawsze jednak wracała ze znajomymi, śmiejąc się i rzucając śniegiem.
Tym razem nic na to nie wskazywało. Owszem, zdarzały się znajome twarze, ale
poza uśmiechem i kiwnięciem głowy Patrycja nie miała na co liczyć. Na pytające
spojrzenia babci odpowiadała uśmiechem. Nie miała ochoty na zwierzenia. Sama
nie wiedziała co się stało, ale musiała się z tym uporać.
Boże
Narodzenie minęło w miłej atmosferze. Wizyty bliższej i dalszej rodziny
przebiegły bez ekscesów. Szczęśliwie nikt nie poruszał tematu ojca. Anka nie
dawała znaku życia, tak samo jak Alex.
-
Nie odbieranie telefonów mogłoby zadziałać, gdybym była we Wrocławiu – mruknęła
Patrycja po raz kolejny odkładając telefon. Wyjrzała za okno. Mimo, że
temperatura nie zachęcała do wychodzenia, ubrała się i poszła do Anki.
-
Dzień dobry, zastałam może Anię? – zapytała z uśmiechem, gdy mama dziewczyny
otworzyła drzwi.
-
Cześć Patrycja! Nie wiedziałam, że wróciłaś. Tak, tak, Ania jest u siebie,
wejdź proszę. Co u ciebie, u mamy? Jak we Wrocławiu? Wypytywałam Anię, ale
ciężko mi się z nią dogadać. – kobieta uśmiechnęła się przepraszająco.
-
Wszystko dobrze, dziękuję. Wrocław bardzo klimatyczny. Pójdę na górę.
Wchodząc
po schodach słyszała charakterystyczny śmiech. Przypomniała sobie nocne
maratony komediowe, podczas których śmiech Anki niósł się po całym domu. Biorąc
głęboki oddech zapukała do drzwi.
- Co znow… - dziewczyna urwała w pół słowa – O matko, co ty tutaj robisz?
- Przyjechałam na święta. Dzwoniłam, chciałam się z tobą zobaczyć.
- Aaa, mhm, wiesz, zmieniłam numer telefonu, byłam pewna, że ci go dawałam – słowa Anki przypominały na prędce wymyślone kłamstwo.
- No najwyraźniej nie. – Patrycja uśmiechała się mimo wszystko – Masz chwilę?
- No, chwilę znajdę. Nie obraź się, ale nie sądziłam, że przyjdziesz i mam pewne plany…
- Rozumiem, ale tyle czasu cię nie widziałam. Co słychać?
- W porządku, studiuję, imprezuję… Jak zawsze. Co u ciebie?
- Co znow… - dziewczyna urwała w pół słowa – O matko, co ty tutaj robisz?
- Przyjechałam na święta. Dzwoniłam, chciałam się z tobą zobaczyć.
- Aaa, mhm, wiesz, zmieniłam numer telefonu, byłam pewna, że ci go dawałam – słowa Anki przypominały na prędce wymyślone kłamstwo.
- No najwyraźniej nie. – Patrycja uśmiechała się mimo wszystko – Masz chwilę?
- No, chwilę znajdę. Nie obraź się, ale nie sądziłam, że przyjdziesz i mam pewne plany…
- Rozumiem, ale tyle czasu cię nie widziałam. Co słychać?
- W porządku, studiuję, imprezuję… Jak zawsze. Co u ciebie?
Rozmowa
w niczym nie przypominała ich poprzednich spotkań. Patrycja nie wierzyła, że
przez 3 miesiące tyle mogło się między nimi zmienić. Starała się nie pokazywać,
jak bardzo bolała ją obojętność przyjaciółki. A właściwie, już niemal obcej
osoby. Wychodziła z jej domu w podłym nastroju.
- Przyjaźń. Gówno prawda. – myślała – Najwyraźniej nigdy nie miałam prawdziwych przyjaciół.
- Przyjaźń. Gówno prawda. – myślała – Najwyraźniej nigdy nie miałam prawdziwych przyjaciół.
Bijąc
się z myślami stanęła przed osiedlem, na którym mieszkał Alexander. Była pewna,
że wciąż wiele dla niej znaczył. Oficjalnie nigdy się nie rozstali. W praktyce,
ich kontakty na to wskazywały. Przygotowując się do kolejnego tego dnia
rozczarowania wcisnęła guzik domofonu.
-
Tak? – była zaskoczona słysząc głos Alexa. W duchu liczyła, że nie zastanie go
w domu.
- Cześć, tu Patka. Chciałam pogadać, no i się stęskniłam – siliła się na beztroski ton.
- A jasne, wejdź.
- Cześć, tu Patka. Chciałam pogadać, no i się stęskniłam – siliła się na beztroski ton.
- A jasne, wejdź.
Krępująca
cisza. Dotychczas nigdy im się to nie zdarzało.
- Jak święta? – zadała najgłupsze pytanie jakie przyszło jej do głowy.
- Dobrze, dobrze. Jak zawsze, wiesz, mama z babcią w duecie…
- No tak, wiem. – uśmiechnęła się.
Cisza po raz kolejny.
- Przemalowałeś pokój? Ładnie.
- Jak święta? – zadała najgłupsze pytanie jakie przyszło jej do głowy.
- Dobrze, dobrze. Jak zawsze, wiesz, mama z babcią w duecie…
- No tak, wiem. – uśmiechnęła się.
Cisza po raz kolejny.
- Przemalowałeś pokój? Ładnie.
-
Wiesz, potrzebowałem trochę zmiany…
-
Zmiany? No tak, rozumiem. – utkwiła wzrok w podłodze.
Alex
zaczął się bawić telefonem.
- Wiesz, to nie ma sensu, pójdę już.
- Wiesz, to nie ma sensu, pójdę już.
-
Myślałem, że chcesz porozmawiać czy coś…
- Też tak myślałam. Ale dzisiaj nie dam rady.
- Coś się stało?
- Nieważne. Naprawdę, pójdę już.
- Też tak myślałam. Ale dzisiaj nie dam rady.
- Coś się stało?
- Nieważne. Naprawdę, pójdę już.
-
To była najbardziej żałosna rozmowa w moim życiu. – pomyślała zaraz po wyjściu.
Wracała przybita. Chciała wyjaśnić sprawę z Alexem do końca, ale nie potrafiła sobie uświadomić, że coś się skończyło. Sama się sobie dziwiła, ale marzyła tylko o jednym – o powrocie do Wrocławia.
Wracała przybita. Chciała wyjaśnić sprawę z Alexem do końca, ale nie potrafiła sobie uświadomić, że coś się skończyło. Sama się sobie dziwiła, ale marzyła tylko o jednym – o powrocie do Wrocławia.
Tia... nie ma to jak "prawdziwi" przyjaciele. -.- No ale mam nadzieję, że później będzie już lepiej :D
OdpowiedzUsuńWe Wrocławiu będzie jej lepiej, niech zacznie wszystko od nowa. Tak myślę, że wszystko powoli jej się ułoży :)
OdpowiedzUsuńhttp://speedway-cicho-sza.blogspot.com/ oraz http://with-nothing-to-lose.blogspot.com/ zapraszam na nowości ;)
OdpowiedzUsuń