Doceniaj ludzi których masz, bo już jutro możesz za nimi tylko tęsknić...

niedziela, 4 listopada 2012

2.



Zadzwonił, przeklęty budzik.
- Studia. Ja nawet nie wiem na czym to polega. Co ja mam im wszystkim powiedzieć? Nigdy nie byłam dobra w kontaktach z innymi. Mam udawać kogoś kim nie jestem? W sumie mojemu ojcu dobrze to wychodzi. Może chociaż to po nim odziedziczyłam. – mętlik w głowie Patrycji idealnie odzwierciedlał stres z jakim się zmagała.
Długo zastanawiała się co ubrać. Czytała, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze.
- W sumie wszystko mi jedno – pomyślała. - Przyjaciół tu nie szukam, zostawiłam ich w Gdańsku.
Odetchnęła głęboko kilka razy.
- Tylko spokojnie, będzie dobrze.  Wszystko będzie dobrze. Przecież poznanie 100 osób to łatwe, prawie tak jak poranna kawa. – powiedziała do swojego odbicia w lustrze.

Wyszła z domu wcześniej, nie chcąc spóźnić się na tramwaj. Nie była zaskoczona, gdy nie przyjechał punktualnie.
- Byle tylko nie spóźnić się już pierwszego dnia… - myślami była w Gdańsku, gdy spóźniła się na rozpoczęcie roku szkolnego w pierwszej klasie liceum. To wtedy poznała Ankę, jedną z najbliższych jej osób.
Nim się spostrzegła musiała wysiadać z tramwaju. Błądząc po korytarzach szukała odpowiedniej sali.
- Dlaczego to wszystko musi być tak cholernie trudne? Sala 313 to chyba tu... – rozejrzała się dookoła.
- Hej,  jestem Daria. Komunikacja wizerunkowa I rok, tak? – szczupła blondynka wyciągnęła do niej rękę.
- Yyyy… Hej tak. Patrycja.

Wracała do domu powoli, przypatrując się okolicy. Żałowała, że tak szybko robiło się ciemno. Nie lubiła jesieni, choć musiała przyznać, że tegoroczna była wyjątkowo ciepła.
- W sumie nie poszło mi dzisiaj tak źle. Może nie błysnęłam pewnością siebie, ale Daria wydaje się być całkiem fajna. - Patrycja lubiła rozmyślać, ale zawsze była dla siebie zbyt krytyczna. Ciężko znosiła porażki, starała się dążyć do perfekcji i rzadko kiedy była z siebie zadowolona. Trzymała się jednak swoich zasad – zawsze była fair.

- W sumie Wrocław nie jest taki zły, może tak musiało być – pomyślała.
Dorota Wieczorek, mama Patrycji, perfekcyjna we wszystkim co robi, poza byciem mamą. Więcej czasu spędzała w szpitalu niż w domu, wiedziała więcej o pacjentach niż o własnej córce. Patrycja już się do tego przyzwyczaiła, choć tu, we Wrocławiu zaczęła to bardziej odczuwać. W Gdańsku brak zainteresowania ze strony rodziny rekompensowali jej znajomi. Nie miała do mamy żalu. Przecież mogła studiować w Gdańsku, ale wyjechała dla niej. Sama podjęła decyzję, nikt jej nie namawiał. Dotychczas Patrycja nie zdawała sobie sprawy, jak silną kobietą jest jej mama. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że tylko raz słyszała jej płacz. Płakała w poduszkę, kiedy ojciec wyprowadzał się do kochanki. Patrycja odziedziczyła po niej to, że nie potrafi okazywać słabości, a cierpieć woli  w samotności.

Dni mijały, a Patka coraz lepiej znała Wrocław, coraz lepiej znała ludzi z którymi studiowała. Coraz bardziej jej się tu podobało. Najlepszy kontakt miała z poznaną już pierwszego dnia Darią. Daria była z Wrocławia, pokazała jej miasto z innej strony. Przy niej czuła się swobodnie i coraz częściej się jej zwierzała. Daria budziła podziw każdego – również Patrycji. Była piękna, zawsze dobrze ubrana i niesamowicie pewna siebie. Zakręcona na speedway, o którym Patrycja nie miała pojęcia. Potrafiła gadać o tym godzinami.
- Aż boję się wiosny – myślała.
Daria mówiła, że sezon jest tylko wiosną i latem. Sport nie był mocną stroną Patrycji. Nigdy się tym nie interesowała, a już zwłaszcza motoryzacją. Wolała fotografię, obrazy, książki.

Alex był wściekły kiedy wyjeżdżała. Byli razem już dwa lata. Kiedy ochłonął zapewniał, że wyjazd nic między nimi nie zmieni, że po pierwszym roku spróbuje się przenieść do Wrocławia. Patrycja za nim tęskniła, on jako jedyny dawał jej poczucie stabilności. Śmiał się i mówił: Damy radę Patka! Są telefony, skype, facebook, to w sumie tak jakbyśmy się widywali, codziennie będziemy rozmawiać Obiecuję ci to!
Na początku tak było. Tylko Alex wiedział, co dzieje się w jej głowie, o czym myśli, kto ją denerwuje na studiach, kiedy ma zaliczenia. Wiedziała, że Święta będzie z mamą spędzać u dziadków w Gdańsku i dlatego tak bardzo nie mogła się ich doczekać. Spotka znajomych, sylwestra spędzi z Alexem… A przede wszystkim go zobaczy.

Pierwszy śnieg spadł już pod koniec października, ale dopiero grudzień przyniósł ze sobą prawdziwą zimę. Patrycja stwierdziła, że Wrocław bardzo jej się podoba, szczególnie teraz. Spadł śnieg, wszędzie widziała świąteczne ozdoby, słyszała świąteczne piosenki. Jarmark bożonarodzeniowy na Rynku stał się jednym z jej ulubionych miejsc. Nigdy nie przepadała za zimą. Może dlatego, że urodziła się latem. Zresztą nie wyobrażała sobie spędzać lata gdzieś poza ukochaną plażą. Wrocławską zimę uważała jednak za wyjątkowo ładną. Prawdopodobnie tak bardzo nie mogła doczekać się tegorocznych świąt, że nawet zima była inna niż zwykle.

Wyczekiwany powrót do Gdańska był dla Patrycji spełnieniem marzeń. Niby ta sama droga co 4 miesiące temu, ale czas podróży dłużył się niemiłosiernie. Patrycja próbowała podtrzymywać rozmowę z matką. Zdawkowe odpowiedzi i przytaknięcie zdradzały nastrój kobiety. Patrycja wiedziała, że jej matka nie miała ochoty wracać, a ona wręcz przeciwnie. Kochała to miejsce, spędziła tu najszczęśliwsze dni swojego życia. Lubiła też dom dziadków, był zawsze taki ciepły, a szczególnie w święta. Już po wejściu poczuła zapach pierników i igliwia, czyli tego, co w świętach lubiła najbardziej. Zazwyczaj męczyła ją ta ciężka atmosfera, przesłodzone życzenia, które nigdy nie miały prawa się spełnić, ale teraz to wszystko wydawało się jej zupełnie inne.


- Patrycja jest już późno.
- Babciu idę do Alexa, odprowadzi mnie potem.

Wszystko na co tak długo czekała, nie było tym czego się spodziewała. Nie zdawała sobie sprawy, jak wiele może zniszczyć czas i odległość. Siedziała w pokoju Alexa, była tam wcześniej mnóstwo razy, ale teraz czuła się jakby była tam pierwszy raz. Nawet  Alex zdawał się być inny. Rozmawiali, ale jakby każdy mówił o czymś innym. Patrząc na niego widziała smutne spojrzenie, ale za wszelką cenę nie chciała dopuścić do siebie tej myśli.

Tej nocy zasypiała z dziwnym wrażeniem, że chyba nie tego do końca chciała. Wszystko zdawało się być inne. Pierwszy raz miała uczucie niewielkiej tęsknoty za Wrocławiem, za ludźmi z którymi studiowała, zwłaszcza za Darią. Miała tendencję do wyolbrzymiania swoich problemów, ale teraz czuła, że to wszystko nie ma prawa się udać. Rzeczywistość okazała się tysiąc razy gorsza od jej wyobrażeń. Gdańsk był idealny, ale tylko gdy była we Wrocławiu. Przez chwilę chciała tam wrócić. Wrócić do smsów i rozmów. Wrócić do udawania.


3 komentarze:

  1. Na początku muszę najpierw napisać, że Twój komentarz jest naprawdę miły. Przeczytałam i bardzo, ale to bardzo mi się podoba. Wszystko jest przemyślane, można wyobrazić sobie co czuje główna bohaterka, opisy uczuć, myśli, zachowania to co lubię najbardziej, a właśnie sama tak nie potrafię tego opisywać jak Ty to robisz. Czekam na dalszy ciąg z niecierpliwością. Do następnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć. Utworzyłam na facebooku fanclub bloga Speedway love, zapraszam do polubienia :) Wklejam link: https://www.facebook.com/pages/Speedway-love/439496186109575

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam oba rozdziały i bardzo mi się spodobały ;) Bardzo fajnie opisujesz to, co czuje główna bohaterka ;) I podoba mi się tez to w jaki sposób przedstawiasz jej odczucia czy zachowania ;) W międzyczasie zapraszam do siebie na http://with-nothing-to-lose.blogspot.com/ oraz http://speedway-cicho-sza.blogspot.com/ ;)

    OdpowiedzUsuń